o mniebloglinkibiblioteczkagarderoba
pamiętniki mojej babcifotografie (--> flickr.com)
śmiesznostkiśmiesznostki in englishdobra muza
historia "designu" stronymoje życie na wykresie
o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)

home ✉ mail stąd pochodzą grafiki wykorzystane na stronie



Młodość Rodzice moi dużo czytali i byli członkami Stronnictwa Ludowego, stąd dla swoich dzieci kierunek polityczny i społeczny; myśmy należeli do młodzieżowej organizacji - Wici, gdy dorosłam do pełnoletności byłam przewodniczącą Koła. Wieś Boratyn to wieś bardzo zacofana i nisko stojąca pod względem kulturalnym, za wyjątkiem kilku osób. W Kole utworzyliśmy trzy sekcje, oświatową, artystyczną i sportową. Zespół artystyczny był zgrany i na dość wysokim poziomie. Żeby organizacja się rozwijała, potrzebne były pieniądze, a my ich nie mieliśmy, mieliśmy za to dużo zapału i chęci do pracy. Zaczęliśmy dawać różne imprezy i przedstawienia, co było jedynym źródłem dochodu. Urządzaliśmy Święto Wiosny, Święto Żniwne, następnie Gwiazda Syberii [?? :)], Karpaccy Górale, Andrzejki i wiele innych. W rolach głównych występowali Zosia, moja młodsza siostra (trzeba dodać, że była bardzo piękna), Marian Kwiecień - ci oboje byli ulubionymi artystami dla publiczności, były nawet takie wypadki, że Zosia otrzymywała bukiety kwiatów, a jednego razu od jednego z widzów otrzymała bukiet róż. Przedstawienia dawaliśmy w okolicznych wsiach i mieliśmy w planie dać jakąś odpowiednią sztukę w Jarosławiu, lecz zaskoczyła nas wojna i wiele z nią nieszczęść i wypadków.

Organizacja Wici miała dużo wrogów i przeciwników - w pierwszym rzędzie władze, które na każdym kroku utrudniały pracę i rozwój organizacji, nie pozwalano na urządzanie stołów, zabaw, przedstawień, imprez, a nawet policja przeszkadzała w zwykłych zebraniach. W jednym roku aż trzy razy podawaliśmy do zatwierdzenia członków zarządu, bo zawsze im [policji] się coś nie podobało. Księża również krzyczeli z ambon [dopisuję wyjaśnienie, bo sama się o nie pytałam, czemu właściwie klerowi się takie inicjatywy nie podobały, otóż Wici były organizacją skierowaną raczej na lewo, co zbytnio nie przypadało do gustu księżom], a ci najwięcej zrobili, bo jak rodzice nie pozwalali swoim córkom czy synom należeć do Wici, to już było najgorzej - z własnymi rodzicami trudniej było walczyć niż z sanacyjnymi władzami. Pomimo wszystko nie ustępowaliśmy z wytyczonej drogi i swoją silną wolą, nieugiętą postawą i dobrym przykładem jednaliśmy coraz więcej członków do naszego Koła.

Wielką trudność sprawiał nam brak świetlicy, gdzie moglibyśmy się zbierać. W początkach robiliśmy zebrania coraz u innego członka, aż nam jeden gospodarz odstąpił mały pokoik na zebrania, dwie jego córki też należały do Wici, nazywał się Wojciech Michalik. Koło nasze prowadziło kronikę, lecz książki te zostały zniszczone za okupacji. Koło nasze z dochodów, jakie czerpało z występów artystycznych, zakupiło podłogę na zabawy taneczne, potrzebne sprzęty do przedstawień (jak kurtyna i inne), kilkanaście książek do biblioteki. W roku 1939 w sierpniu urządziliśmy święto żniwne, piękne inscenizacje dawaliśmy z dziećmi od lat trzech do ośmiu. Publiczność była tak zachwycona, że musiałam robić inscenizacje dwa razy, wszystkie występy starszych i dzieci prowadziłam sama, czasem pomagał mi brat, który uczęszczał do gimnazjum. Muszę się przyznać, że ogromną przyjemność sprawiało mi uczyć inscenizacji i piosenek dzieci, lubiłam obserwować ich rozwijające się zdolności, upodobania i umysły.

W święcie żniwnym w 39 roku brały udział dzieci i kiedy robiły drugi raz inscenizację, prowokator sanacyjny rzucił pomiędzy nie duży kamień. Jakimś trafem nie uderzył żadnego dziecka, bo mógł zabić, w najlepszym razie strasznie okaleczyć. Mężczyźni rzucili się za nim, lecz ten uciekł do jednego domu, w którym o dziwo znajdowała się policja, która rzuciła się na nacierających chłopów. Policja biła pałkami gumowymi, wpadając na podłogę i bijąc okropnie, wszystko zaczęło uciekać, wpadając w kolczaste druty, rozdzierając sobie ubrania, nogi, ręce - widok był straszny. Wnieśliśmy skargę do sądu, ale czy to miałoby jakiś skutek - nastała wojna. Jedno mnie cieszy, że chęć do nauki po prostu wzrosła u niektórych chłopców i dzisiaj są oni na stanowiskach, pracują jako urzędnicy i robotnicy, a dziewczęta są dobrymi matkami i gospodyniami.


Pamiętniki mojej babci:

Z lat dziecięcych
Młodość
Sprawy domowe
Okupacja
Pacyfikacja