o mniebloglinkibiblioteczkagarderoba
pamiętniki mojej babcifotografie (--> flickr.com)
śmiesznostkiśmiesznostki in englishdobra muza
historia "designu" stronymoje życie na wykresie
o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)

home ✉ mail stąd pochodzą grafiki wykorzystane na stronie



Sprawy domowe Ojciec sprzeciwiał się kształceniu syna z powodu ciężkich warunków materialnych i wcale nie chciał pomagać matce, która za wszelką cenę chciała, aby syn ukończył zaczęte gimnazjum. Z takiego obrotu rzeczy matka miała całe morze zmartwień, trosk i różnych nieprzyjemności. Nie wiadomo było, w jaki sposób uzyskać pieniądze. Matka co tydzień albo dwa razy w tygodniu nosiła na plecach toboły z żywnością do syna, mieszkania w zimie nie opalał, bo nie miał czym. Staszek uczył się dobrze, więc otrzymywał zniżkę w czesnym, ale i tak trudno było je zapłacić, a trzeba było, bo ze szkoły wydalali. Ukończył on jednak gimnazjum i zdał egzamin dojrzałości w roku 1938. Czasy były coraz cięższe, ludzie nie mieli często na sól, naftę i zapałki - te ostatnie dzielono na dwie i trzy części, nawet i u nas dzieliło się zapałki. Wieczorami wieś tonęła w ciemności, bo nie było pieniędzy na naftę, ludzie na przednówku dostawali tzw. "kurzej ślepoty" z kiepskiego odżywiania. Gazet prawie że nie czytano, było zaledwie kilku ludzi, którzy lubili czytać i mieli za co. W kole Wici urządzaliśmy zbiorowe czytania.

Ojciec, widząc że uprawa zbóż nie daje żadnych dochodów, szukał innych źródeł dochodu - zasadził 1 hektar sadu, rabarbar, miętę leczniczą, i w ten sposób mógł sprostać dużym wydatkom i zakupić potrzebne narzędzia rolnicze, sadownicze, miał także kilka pni pszczół. Muszę wspomnieć, że gdy ojciec sadził drzewa owocowe, a miał dobór najlepszych odmian jabłoni, grusz, śliwek, czereśni, brzoskwiń i wiśni, niektórzy chłopi brali z niego przykład i przychodzilil po radę i szczepionki drzew. Ci do dziś mają piękne sady; a byli i tacy, którzy drwili z ojca, nazywając go "berą" lub "renetą" - dopiero w kilka lat później, kiedy zobaczyli, że ojciec ma naprawdę poważny dochód z tych renet i ber, zaczęli się zwracać do niego po radę i drzewka, bo ojciec wraz z synami mieli własną szkółkę. Wokoło sadu zasadził ojciec dla ochrony przed wiatrami drzewa morwowe, a ja hodowałam jedwabniki (oczywiście, gdy drzewa dorosły i można było obrywać liście, tylko że wtedy nie bardzo się to opłacało).

Ojciec stale prenumerował podręczniki i gazety rolnicze, jak Przewodnik Kółek Rolniczych, Hasło Ogrodnicze, i utrzymywał stałą korespondencję z firmą Freegiego [??] w Krakowie. Czytał pisma polityczne, mieliśmy również takie radio na słuchawki - w czasie wojny domowej w Hiszpanii ojciec całym sercem był z rządem władzy ludowej i pilnie śledził bieg wypadków w Hiszpanii. Pamiętam, kiedy Franco był już od Madrytem, musiałam słuchać radia do późna w noc, czy też Madryt oprze się temu "zbójowi", jak go nazywał ojciec.

W roku 1937 w sierpniu braliśmy czynny udział w strajku chłopskim. Posterunki policji były wzmocnione i pilnie śledziły każdą rzecz w terenie. W tym czasie koło Wici urządzało, już nie pamiętam jakie, przedstawienie po przedstawieniu, była zabawa taneczna, policja przybyła również na tę imprezę i na zabawie policjanci prosili nasze koleżanki do tańca, lecz żadna nie poszła tańczyć z nimi. Policjanci byli wściekli, nazwali je chamkami, lecz one z tego nic sobie nie robiły, wiedząc, że jest odwrotnie. Jednego wieczoru ktoś przyjechał na koniu i powiedział, że w Pawłosiowie aresztują ludzi, którzy należą do Stronnictwa Ludowego i Wici, wieść rozeszła się błyskawicznie i wszyscy jak jeden mąż ruszyli pod Jarosław [Pawłosiów - wieś w okolicy Jarosławia] - skutki były takie, że kilka osób zostało zabitych przez policję i były również aresztowania, dlatego też ludzie nie spali w domach, a po polach, kryjąc się w badylach ziemniaków i liściach buraków.

Tak samo krył się mój ojciec, jego kiepskie zdrowie nie wytrzymało, zaczął kaszleć i kaszleć coraz bardziej, tylko, że do lekarza nie chciał iść - poszedł aż w 38 roku w czerwcu, ale wtedy gruźlica płuc rozwinięta już była w pełni. Nie chciał ojciec jeszcze umierać, a śmierć była nieubłagana, czatowała na ojca jak hydra i zrobiła swoje. W tym samym roku, jesienią, jedno ze źrebiąt tak wierzgnęło kopytami w górę, że nadchodzącej siostrze Marysi, szesnastoletniej, oderwało nos, że było widać jej dziąsła i zęby. Siostrę z trudem udało mi się przyprowadzić do przytomności. Gdy ojciec to zobaczył, zemdlał i od tamtej pory życie jego w oczach gasło i w kwietniu 1939 roku zmarł. Śmierć ojca była dla nas czymś strasznie niedobrym i niesprawiedliwym, czymś co krzywdzi tak strasznie i krzywdy tej nikt już nie wyrówna i nie zwróci; a był to dopiero początek nieszczęść, jakie miały spaść na nasz dom, a matce dać takie morze cierpień, że sił brakowało grzebać po kolei najdroższe jej osoby.


Pamiętniki mojej babci:

Z lat dziecięcych
Młodość
Sprawy domowe
Okupacja
Pacyfikacja