♥ o mnie blog linki
♥ biblioteczka garderoba
♥ pamiętniki mojej babci
♥ fotografie (--> flickr.com)
♥ śmiesznostki śmiesznostki po angielsku
♥ historia "designu" strony
♥ o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)
♥ dobra muza
♥ HOME MAIL
Grudzień 2008
Helen Fielding, Bridget Jones' Diary oraz za jednym zamachem Bridget Jones: The Edge of Reason. Chociaż nie wiem, czy powinnam tu wymieniać książki, które czytałam po sto razy:) bądź co bądź, "Bridget" wciąż pozostaje jedną z moich ulubionych powieści. Wyjątkowo trafne określenie znalazłam na okładce książki (haha): "freshness, fun and Fielding's underlying intelligence". Uprzedzonych uprzedzam: to absolutnie dużo więcej niż tylko zwykła śmieciowa, kobieca pisanina, na jaką to może wyglądać!
Hmm... w grudniu zaczęłam czytać 4 książki (a jako to: A Question of Honor - bardzo, bardzo ciekawe, drugą część autobiografii Eliasa Canettiego - fenomenalna literatura, niemieckie tłumaczenie powieści Mario Vargasa Llosy (uczę się niemieckiego), oraz The Jane Austen Book Club, którą to książkę, o ironio losu;), czytam właśnie na book-club). Żadnej z nich nie zdążyłam przeczytać przed końcem roku!
Listopad 2008
Joanne Harris, Chocolat. Film na podstawie tej znanej już chyba wszystkim książki widziałam dawno temu, ale bardzo mi się podobał, natomiast książka o dziwo nie. To znaczy nie jest to chyba zła książka, ale nie mówi o niczym, czego bym już nie wiedziała; i dopiero teraz zauważyłam, że postacie u Harris są jednak troszkę szablonowe.
William Somerset Maugham, The Moon and Sixpence. William Somerset Maugham jest geniusz! Zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu.
William Somerset Maugham, Cakes and Ale. Bezbłędne! Bardzo lubię jego książki (ten wniosek wysnułam już po przeczytaniu The Summing Up, a teraz tylko się potwierdził;p). Powieść o angielskim środowisku literackim, albo o hipokryzji? (chyba przestanę się podejmować pisania, o czym jest dana książka, bo to mnie przerasta!;p)
Arthur Conan Doyle, The Original Illustrated Sherlock Holmes, czyli powrót do dzieciństwa:) Pięknie wydana (wydawnictwo nazywa się Castle Books) książka, oprawa graficzna wygląda tak, że jest to jakby "ksero" z The Strand, czyli czasopisma, w którym drukowano odcinki Sherlocków. Ten sam układ graficzny, oryginalne ilustracje Sydneya Pageta, itd. Miodzio;)
Francois de la Rochefoucauld, Maksymy i rozważania moralne. Doskonała lektura na doła, chociaż właściwie może jeszcze bardziej tego doła pogłębić... ;p (To taka refleksja, bo przypomniałam sobie, że w jednym opowiadaniu Orzeszkowej jest taki smutny książę, który chodzi po lesie z maksymami Rochefoucaulda i od czytania ich jest jeszcze bardziej smutny :)) Jak pisze Boy we wstępie do tego zbiorku (wybrałam ten fragmencik obok masy innych interesujących rzeczy z tego wstępu): "Ten młody książę nie otrzymał prawie żadnego wykształcenia; zaledwie że umiał po łacinie; całe życie bił się, romansował, intrygował; jedyną edukacją, jaką przeszedł, była edukacja owych salonów, towarzystwo tych pań. Cóż to za szkoła, z której wychodziło się skończonym pisarzem, klasykiem, nieśmiertelnym!"
Październik 2008
Henryk Mann, W krainie pieczonych gołąbków. Świetna proza, czytałam to z szaloną przyjemnością. Od miesięcy zamierzam się zabrać za książki Tomasza Manna, tymczasem zupełnie przypadkiem trafiłam na książkę jego brata i była to dla mnie rewelacyjna niespodzianka:) (Książka to "powieść z życia sfer wyższych", dokładnie taka jak lubię, czyli mało psychologicznego bajdurzenia, a bardzo dużo prawdziwie psychologicznej wnikliwości w obserwowaniu ludzi.)
Joanne Harris, Five quarters of an orange. Książka autorki znanej chyba już wszystkim Czekolady, chociaż właściwie ja oglądałam tylko film na jej podstawie, więc te Five quarters były dla mnie pierwszą jej książką. Na początku nie wiedziałam, co o tym myśleć, ale im dalej czytałam, tym bardziej mi się podobało. Właściwie jest tam dużo o drugiej wojnie, ale z zupełnie innej niż polska perspektywy, co chyba jest bardzo ciekawe, a przy tym wydaje mi się, że to naprawdę porządny kawałek literatury:)
Denis Diderot, Kubuś Fatalista i jego pan. Wzięłam sobie do pociągu, bo cienkie było, i się zachłysnęłam:) Strasznie w tym dużo życia i niesamowicie dowcipne. Dodatkowa przyjemność to bardzo ładne oczywiście tłumaczenie Boya (przeczytałam nawet wstęp, również jego:D). No i przy tym jest to kopalnia cytatów na opisy gadu-gadu:)
Konstanty Ildefons Gałczyński, Listy z fiołkiem. To nie jest zbiorek "na raz", ale niedawno wzięłam to do ręki i zaczęłam podczytywać. Gałczyński to jest mój najulubieńszy na świecie poeta i czytać te Listy to jest dla mnie ogromna przyjemność, bo bardzo lubię tego typu poczucie humoru. (O ile poczucie humoru Gałczyńskiego da się w ogóle zaklasyfikować do jakiegoś typu:)
Nick Hornby, A long way down. Nie spodziewałam się, że książka o samobójcach wyciągnie mnie z doła:) A tak na serio, to jest to już któraś z rzędu książka Hornby'ego, którą czytam, i jak wszystkie poprzednie, podoba mi się. Jego styl pisania jest dla mnie w pewien sposób zagadką: np. czasem słowa wkładane w usta jego bohaterów nie brzmią mi autentycznie, ale jednocześnie ich (bohaterów, nie słów;p) uczucia i stany emocjonalne wydają mi się bardzo szczere i w pewien dziwny sposób dobrze oddane.
Spis prowadzony od października 2008.
Październik 2008
Listopad 2008
Grudzień 2008
2009
2010