o mnie     blog     linki

biblioteczka     garderoba

pamiętniki mojej babci

fotografie (--> flickr.com)

śmiesznostki     śmiesznostki po angielsku

historia "designu" strony

o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)

dobra muza

HOME     MAIL

Grudzień 2009

Konstanty Ildefons Gałczyński, Teatrzyk Zielona Gęś. Prezent gwiazdkowy, który sama sobie wybrałam, tomik ślicznie wydany przez Iskry, zawiera wszystkie, zebrane scenki Najmniejszego Teatru Świata. I'm lovin' it! Gałczyński miał najlepsze na świecie poczucie humoru:)

Helen Fielding, Bridget Jones's Diary. Przynajmniej raz na rok dla higieny psychicznej muszę do tego wrócić;p czytając to, wymyśliłam jedno ładne zdanko, opisujące jedno z moich nowych spostrzeżeń po kolejnej lekturze tego chez d'oeuvre, ale... już je zapomniałam... xD

John Mortimer, Paradise postponed. Nie czytałam Paradise lost, więc nie byłam w stanie wychwycić różnych odniesień, które być może się tu pojawiały, ale i bez tego można sobie łatwo wytłumaczyć tytuł, kiedy dojdzie się do końca książki. Książki, swoją drogą, bardzo fajnej, takiej trochę typowo "angielskiej". Tematyka obyczajowa i mroczne sekrety rodzinne w tle :p :)

Listopad 2009

Michaił Bułhakow, Życie pana Moliera. Ślicznie napisana książeczka, przywiodła mi na myśl cały ten PWMowski cykl biograficzny "Powieść o...", który prezentował napisane chyba z większą dbałością o stronę literacką niż biograficzne szczegóły życiorysy kompozytorów. I like it! Za udostępnienie ze swych przepastnych zbiorów dziękujemy M. :)

Rachel Johnson, Notting Hell. Kolejna pozycja z cyklu "dobry chick lit nie jest zły". I znowu się trochę przeliczyłam. Takie se o to jest! I życie pięknych, sławnych i bogatych zamieszkujących Notting Hill nie jest na tyle ciekawie opisane (już nie mówiąc o tym, że chyba nie jest szalenie ciekawe samo w sobie), żeby mogło mnie jakoś strasznie zainteresować. W tej książeczce chodzi tylko o to właściwie, kto się z kim przespał. Nuuuda...

Nick Hornby, High Fidelity. Kurczę no, lubię tego Hornby'ego! Nie mam pojęcia, czemu i co on takiego ma w sobie, ale go lubię. Chociaż moim absolutnym faworytem, jeśli chodzi o jego książki, jest About a Boy.

Październik 2009

Jerome K. Jerome, Three men on a boat (to say nothing of the dog!). Książkę co prawda skończyłam 1 listopada o pierwszej w nocy, ale czytałam ją cały październik:)) wracam do niej już któryś raz, jest to powieść bardzo przyjemna i strasznie dowcipna, ale dopiero traz zauważyłam, jak jest - miejscami - niezwykle poetycka. Śliczne opisy pejzaży i wydarzeń sprzed lat przeplatają się z komicznymi momentami akurat w taki sposób, żeby czytelnik nie miał dość ani jednego, ani drugiego:)

Evelyn Waugh, Decline and fall. Książki tego pana (jak byłam mała, to myślałam, że to pani) stoją u nas w domu na półkach od dawna, ale jakoś tak nigdy nie wpadłabym na pomysł, żeby je ruszyć, gdyby nie TA notka na TYM blogu. Strasznie fajna książka, no! Jak wrócę do domu to sięgnę po więcej Evelyna;p

Paul Arden, Whatever you think, think the opposite. Ten (podobno) geniusz marketingu pewnie nieźle się obłowił na tych książeczkach. Książeczka (tylko jedna z całej serii, inne to np. God explained in a taxi ride - niezłe co?;p) ma dość oryginalne jak na książkę opracowanie graficzne, które chyba jednak wynikło z tego, że treści tam jest tak po jednym zdaniu na stronę. No to trzeba było resztę miejsca wypełnić efektownymi obrazkami:) niemniej jednak książka zawiera masę dodających nam, śmiertelnikom otuchy haseł i ogólnie zachęca do kreatywności, odwagi i łamania schematów. Nawet niegłupie, tylko z łamaniem schematów też nie można przesadzać... :D

Lew Tołstoj, Szczęście rodzinne. W tym tomiku dwa opowiadania: tytułowe Szczęście... i Dwaj huzarzy. Ciężko mi coś o tym napisać, ale bardzo to piękne, w taki (chyba) typowo rosyjski sposób - rzewny, rozlewny, śpiewny, wzruszający, szczery i prostolinijny. Historia miłości z tytułowego opowiadania przywiodła mi na myśl, swoją drogą, Nataszę z Wojny i pokoju, którą to książkę czytałam daawno temu. Najpierw wielkie porywy serca, ukochana stara się być jak najlepsza w oczach swego nieskazitelnego moralnie wybranka (ach, ten książę Bołkoński!), potem kryzys, a na koniec cały miłosny dramatyzm ustępuje miejsca spokojowi duszy i rozkwitowi uczuć macierzyńskich... ;p

Wrzesień 2009

Saki, The best of Saki. Ten zupełnie nieznany (?) w Polsce pisarz pisał świetne, niesamowite opowiadania. Są takie trochę... odrealnione, ale nie ma to nic wspólnego z modnym ostatnio realizmem magicznym. Bohaterowie tych opowiadań są po prostu mocno zeschizowani! Same teksty są zresztą nieziemsko dowcipne. Generalnie wszystko obraca się wokół ludzi z brytyjskich "upper-middle classes", czyli, nazwijmy to tak, z towarzystwa, na których Saki, czyli H. Munro, bo tak miał naprawdę na nazwisko, nieźle sobie używa:)

Lauren Weisberger, Everyone worth knowing. Gdzieś już tu chyba pisałam, że dobry chick-lit nie jest zły. Ale, ale, jak trudno na taki dobry chick-lit trafić! Chyba jedyną naprawdę interesującą autorką książek tego pokroju jest India Knight (np. Don't you want me?, do kupienia w Empikach, ma taką okropnie różową okładkę :), dawno nie miałam tego w rękach, ale z tego co pamiętam, książka naprawdę dowcipna). Everyone worth knowing to kolejna książka Weisberger oparta na tym samym schemacie co słynne, zekranizowane Diabeł ubiera się u Prady - młoda dziewczyna, outsiderka w szalonym nowojorskim świecie celebrytów i fashionistek, dostaje pracę, która zabiera jej całe życie, mianowicie laska, organizując najlepsze imprezy w NY, które zaszczycają swoją obecnością gwiazdy takie jak Gisele (Bundchen), Johnny (Depp) i Jay Z., zapomina o bożym świecie. Dodajcie do tego dwóch przystojnych facetów, zabójcze panny marzące o torebkach od Hermesa i... mamy powieść, którą chyba sama też byłabym w stanie napisać:). Generalnie nudy, ale w sumie nawet mnie wciągnęło... czasem każda dziewczyna musi się odmóżdżyć :D

Edward Morgan Forster, A Room with a View. Kiedyś, dawno temu, kupiłam sobie gazetę z filmem, bo na tekturce była fotka Heleny Bonham-Carter, za którą przepadam. Film okazał się być jednym z najpiękniejszych filmów, jakie kiedykolwiek oglądałam. Mówię oczywiście o ekranizacji tej powieści pod tym samym tytułem, wyreżyserowanej bodajże przez Jamesa Ivory. Nie mogłam się doczekać, żeby położyć łapy na tej książce, ale przez dłuższy czas nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Niedawno wreszcie mi się to udało! Jest to moje drugie zetknięcie z tą książką, swego czasu w akcie rozpaczy ściągnęłam ją z netu i przeczytałam z monitora, ale ponieważ na kompie czyta się książki fatalnie, czytałam megaszybko i niewielkie wyobrażenie o tej powieści mi zostało w głowie. Tym razem miałam wydanie książkowe i więcej czasu, i mogłam się rozkoszować lekturą:). Wydaje mi się, że o ile film to zachwycające dzieło sztuki, książka sięga jakby głębiej. Dialogi bohaterów, w filmie siłą rzeczy poskracane, są naprawdę fascynujące! Książka w ogóle jest świetna dla tych, którzy nigdy wcześniej nie czytali nic Forstera, ogólnie jest chyba dużo lżejsza od np. Passage to India czy Howard's End, i ogólnie po prostu piękna, więc chyba świetna na zachętę;)

O. Henry, Opowiadania. O. Henry jest w top ten moich ulubionych pisarzy. Te opowiadania są po prostu piękne! Czytam je już któryś raz, ale wciąż wracam do nich z tak samo wielką przyjemnością. Jak znajdę czas, to tu jedno wrzucę!

Sierpień 2009

Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni. Książka opisująca życie przeciętnego dworku polskiego w dziewiętnastym wieku. Brzmi jak nudziarstwo? Absolutnie nie! Tam jest cała masa strasznie interesujących informacji. Dla przykładu i zachęcenia czytelnika podam jedną, taką z gatunku śmieszniejszych (i okrutniejszych...): szalenie intrygującą kulinarną niespodzianką, imprezowym hitem w którymś tam pałacu stało się podanie na obiad kurczaków przyrządzonych w następujący sposób: spojono je wódką do nieprzytomności, oskubano, przypieczono na ruszcie (tak, one były ciągle żywe! obrońcy praw zwierząt mieliby coś do powiedzenia na ten temat...), następnie ugarnirowano, wniesiono na stół, po czym majordomus zaczął je kroić, i... zdumieni goście przecierali oczy ze zdziwienia, patrząc, jak rzekomo upieczone kurczęta zmykają ze stołu szaleńczym pędem!

Manuela Gretkowska, My zdies' emigranty. Przeczytałam tę książeczkę w sumie chyba z dużym zainteresowaniem, pomimo tego, że zupełnie ale to zupełnie nie rozumiem o co w niej chodziło. To znaczy, co Gretkowska chciała przekazać tym kawałkiem prozy. Co zainteresowało mnie w sumie najbardziej, to wtręty, że tak powiem, historyczno-ezoteryczne - bohaterka książki pisze pracę o Marii Magdalenie i z tej okazji wynajduje masę różnych niewiarygodnych informacji, np. takich jak ta, że w roku 1312 Filip Piękny rozprawił się z zakonem templariuszy ostatecznie, paląc na stosie ich wielkiego mistrza, Jakuba de Molay, a tenże z kolei z wysokości płonącego stosu przeklął króla i całą monarchię francuską - to oczywiście fakt historyczny, a potem zaraz mamy informację że monarchia we Francji - jako ustrój - trwała 1312 lat. I faktycznie miała dość krwawe dzieje. Naturalnie na skutek w.w. przekleństwa. Takie fakty "rodem z Umberto Eco" są nawet całkiem intrygujące, tylko chyba nie dość porządnie sprawdzone, bo kiedy czytałam sobie następnego dnia o historii Francji, zauważyłam, że data spalenia de Molay'a na stosie to 1314 rok. Bądź co bądź, książeczka to taka mieszaninka obrazków rodzajowych z ulic Paryża, które nie zaciekawiły mnie jakoś niesamowicie, plus te właśnie rozważania historyczno - ezoteryczne, które właściwie można by pociągnąć jeszcze ohoho, jak to robi np. w Wahadle Foucaulta Eco (a takie coś, swoją drogą, bardzo wciąga czytelnika, o czym wie i Dan Brown...), tylko Eco by to pewnie zrobił lepiej xD

Edmund Niziurski, Klub Włóczykijów. Czytałam tę książkę chyba ze sto razy i chyba nie byłoby po co jej tu wymieniać, gdyby nie to, że chciałam Wam ją zarekomendować:D Niziurski oczywiście pisał książki przede wszystkim dla dzieci, ale facet miał tak niesamowite, odjechane poczucie humoru! Wracam do niego regularnie co jakiś czas na odstresowanie:) (zresztą np. Niewiarydogne Przygody Marka Piegusa to jest arcydzieło, i ze względu na pisarstwo Niziurskiego, i na opracowanie graficzne tej książki przez Bohdana Butenkę, który też miał chyba niezłą radochę z pracowania nad takim tekstem i dał jej upust w rysunkach:D)

Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie. Jezu, ależ to szaleńcza książka! Na początku byłam skłonna posądzać autora o jakieś turpistyczne skłonności i chorą wyobraźnię (tam jest trochę z horroru, np. bohater magicznym sposobem (ci, co czytali, wiedzą co to za sposób?;) zostaje przeniesiony pod szubienicę pomiędzy rozkładające się powoli ciała dwóch wisielców, i takie tam klimaty. Bałam się okropnie, bo czytałam to w nocy, a mam słabe nerwy!;p niemniej jednak po jakimś czasie opisy trupów i szatanów się skończyły, a ja z przyjemnością zanurzyłam się w tekst, w którym co chwilę pojawiała się nowa historia - czy wiecie, na czym polega szkatułkowa kompozycja powieści? Ótóż na tym, że ktoś opowiada jakąś historię o sobie, w której występuje jakiś człowiek i zaczyna opowiadać swoją własną historię, w której z kolei występuje ktoś kto zaczyna opowiadać swoją, i tak mamy historię w historii w historii w historii w historii, etc... można się w tym nieźle pogubić! A raczej zapomnieć, kto aktualnie mówi:) bądź co bądź, jeśli ktoś lubi szaleńcze historie z historią (hehe, ale mi dowciap wyszedł) w tle, serdecznie polecam!

John Galsworthy, The Forsyte Saga. Ależ to ładna, przyjemna książka! Taka pochwała piękna, szczerości, dobroci, skromności, obojętności na tak zwane sprawy materialne... a przy okazji w zabawny sposób potwierdzająca wszystkie nasze przypuszczenia na temat stereotypowego angielskiego charakteru :) czytałam wyjątkowo bardzo wolno, zaczęłam czytać chyba jeszcze w maju, i czytałam po kawałku, przerywając innymi książkami i wracając do tej, kiedy już zupełnie nie pamiętałam, o co chodziło i na czym stanęłam - momentami gubiłam się już w tym zalewie postaci, miałam problemy z przyporządkowaniem ich do właściwych gałęzi rodu Forsyte'ów... co mi w sumie wiele nie przeszkodziło w czytaniu tego z ogromną przyjemnością:)

Lipiec 2009 - czytelnicza posucha... wakacyjna praca, w której muszę wysilać się głównie intelektualnie, nie zostawia mi sił na czytanie :))

Charles Dickens, David Copperfield. Mam głęboko wpojony pogląd o tym, że Dickens należy do mistrzów literatury, i nic nie jest w stanie tego zmienić:) David Copperfield podobał mi się bardzo, bardzo, chociaż jest coś w tym, co zauważył E.M. Forster, napisał gdzieś mianowicie, że postacie u Dickensa są zawsze "płaskie" (według tej jego terminologii, w odróżnieniu od bohaterów literackich, których charaktery są bardzo złożone, i wiernie oddają charakter człowieka, tzw. "okrągłych", postacie "płaskie" mają jakąś jedną wybijającą się cechę charakteru i cała ich osobowość skonstruowana jest wokół tej cechy - są więc niejako mniej prawdziwe) - ale jednocześnie sam przyznał, że pomimo tego u Dickensa jest tyle życia w tych jego powieściach!

Czerwiec 2009

Fiodor Dostojewski, Białe noce. Jedna z tych małych książeczek (dwa opowiadania, tytułowe Białe noce i Łagodna), które fajnie się czyta w pociągach. Zaczęłam czytać w pociągu do Warszawy, ale chwycona w kleszcze przedegzaminacyjnego stresu nie skończyłam, odnotowuję "ku pamięci" ;p

Marisa de los Santos, Love walked in. Też nie skończyłam (zaczęłam czytać na odstresowanie po egzaminie :)), ale z innego powodu - oj, kiepska ta książka! No ale jak poleca ją Sarah Jessica Parker... :D (którą swoją drogą lubię, ale czy pamiętna rola w Seksie w wielkim mieście predestynuje do bycia literackim ekspertem?;pp)

Jerome Klapka Jerome, Three men on a bummel. Ten sequel przezabawnej książki pod tytułem Three men on a boat czytałam po raz drugi, i naturalnie jest on równie zabawny, ale tym razem zwróciłam uwagę na parę przedziwnych rzeczy. Jedną z nich jest podejście do Niemiec i obywateli zamieszkujących ten kraj - książeczka opowiada o włóczędze trzech panów w średnim wieku przez Niemcy, dzieje się to mniej więcej pod koniec XIX w. Autor śmieje się z tego, z czego my się też smiejemy, np. z niemieckiego zamiłowania do porządku, doprowadzonego aż do obsesji, itd., i... w pewnym miejscu pod koniec powieści znajduje się fragment, którego wymowa jest mniej więcej taka: Niemcy tu ludzie tak porządni, tak posłuszni, zdyscyplinowani, układni i grzeczni, że niebo, czyli tamten świat, składać się będzie z pewnością w większej części z Niemców! Nie wiem, czy Jerome dożył drugiej wojny światowej, żeby na własne oczy ujrzeć, do czego ta niemiecka dyscyplina i posłuszeństwo doprowadziły... ale w każdym razie książkę serdecznie polecam, jest naprawdę strasznie śmieszna :)

Henry James, Europejczycy. Piszę to w prawie dwa miesiące po przeczytaniu tej książki, i ponieważ moje wrażenia się szybko zacierają, mało z niej pamiętam, poza tym, że mi się bardzo podobała. Tylko chyba wolałabym po angielsku:)

Maj 2009

Henry James, The American. Czemu, ach czemu to się tak skończyło? Piękna książka, pięknie napisana (dialogi zachwyciły mnie swoją naturalnością), Henry James w ogóle był niesamowity i bardzo go lubię (zresztą to jest jedna z jego wcześniejszych książek i ogólnie jej aura jest taka dość romantyczno - tajemnicza, pewnie te późniejsze czyta się troszkę trudniej?...), a zakończenie naprawdę mną wstrząsnęło! ;p

Kiran Desai, The Inheritance of Loss. Książka taka, jakby to powiedzieć, klimatyczna! Rzecz dzieje się głównie w Indiach i akcja tej książki toczy się właśnie tak wolno, jak, można sobie wyobrazić, życie w jakiejś hinduskiej wiosce całkowicie odsuniętej od cywilizacji, gdzieś u podnóża gór. Strasznie ciekawe, spojrzenie na ten cały clash kulturowy i związek Indii z Wielką Brytanią okiem trzydziestoletniej Hinduski wykształconej w Anglii, ta książka była dla mnie w pewnym sensie bardzo świeża, a poza tym dość poważna, a raczej nie poważna, tylko gorzka, ale niemniej jednak fascynująca!

Stendhal, Czerwone i czarne. Ten Stendhal uratował mnie od zupełnego zgłupienia :)) Czerwone i czarne to jedna z książek, które robią na mnie ogromne wrażenie (czytam to drugi raz i przejęta jestem chyba jeszcze bardziej, niż za pierwszym razem). Takie to jakieś niesamowite, że zupełnie nie umiem tego opisać, ta książka jest smutna i nieomal mistyczna, ostatnie rozdziały są nie z tego świata. To jedna z takich książek, po przeczytaniu których człowiek zaczyna sobie stawiać wielkie pytania... ;p

Helena Mniszkówna, Verte. Jedna Mniszkówna jeszcze gorsza od drugiej :) to już całkiem inna historia i inni bohaterowie, a jeszcze głupsze i jeszcze nudniejsze! Największym problemem bohaterki tej książki jest to, że nie wie, na którego faceta ma się zdecydować, i ten problem został rozdmuchany w znakomicie egzaltowanym stylu w prawie czterysta stron powieści. To chyba jakiś rekord!

Helena Mniszkówna, Ordynat Michorowski. No dobra, "dwupak" Mniszkówny zamówiłam sobie z www.podaj.net tylko dlatego, że chciałam wiedzieć, co było dalej po Trędowatej :))) więc o ile Trędowata pomimo swojej nieznośnej stylistyki ma przynamniej niezłą historię, o tyle Ordynat Michorowski to są już zupełnie głupie popłuczyny po Trędowatej, na ten sequel Mniszkówna chyba zupełnie już nie miała pomysłu (scena, w której Michorowski całuje się z Lucią, przejęła mię zgrozą, tak bezcześcić pamięć Stefci, i to z własną kuzynką? ;pp).

Kwiecień 2009

Jane Austen, Lady Susan. Watsonowie. Sanditon. Te trzy opowiadania, a właściwie króciutką powieść w listach i dwie niedokończone powieści wydane w jednym tomie, dużo bardziej wolałabym przeczytać po angielsku - czytać Austen po polsku, to odbierać jej 80% uroku, bo jej fantastyczny styl jest chyba nieprzetłumaczalny, albo potrzebuje znakomitego tłumacza - wszystkie przekłady Austen, z jakimi się zetknęłam do tej pory, zupełnie nie oddawały ducha jej eleganckiej, zdyscyplinowanej prozy. Po polsku te zdania się jakoś wleką, kręcą i trzeba cały czas intensywnie doszukiwać się w nich sensu, przekopywać się przez tonę stylistycznych naleciałości, których trudno było się pozbyć tłumaczowi; a czytać Austen po angielsku, to, wybaczcie mi to sztampowe porównanie, jak zanurzać się w chłodnym, czystym źródle, bardzo orzeźwiające... :)

Sophie Kinsella, Confessions of a Shopaholic. Tę książkę nabyłam, o ironio losu, w typowo zakupoholicznym odruchu. Czasem, kiedy chodzę sama na obiad w mieście, biorę ze sobą książkę (dwa plusy: nie nudzę się i nie wyglądam głupio ;p). Jak nie mam ze sobą książki z domu, to idę do księgarni i coś kupuję - w ten sposób zaspokajam swoją typowo babską chęć kupowania, tłumacząc to sobie tak, że lepiej w końcu kupić książkę, powiększając tym sposobem domową bibliotekę, niż kolejny ciuch, pomniejszając tym sposobem przestrzeń dostępną w mojej sypialni :) no więc pewnego razu przed obiadkiem wybrałam się do Empiku i chyba przez pół godziny przeglądałam półkę z literaturą obcojęzyczną, nie znajdując zupełnie nic, co by mnie zainteresowało... w końcu w desperacji chwyciłam za to, tylko z tego powodu, że ostatnio było głośno o filmie na podstawie tej książki. Pomyślałam sobie zresztą, że dobry chick-lit nie jest zły - ale jak bardzo, och, ależ jak bardzo się myliłam! Ta książka to najgorszy, najnudniejszy i najbardziej schematyczny chick-lit, jaki w życiu czytałam ;p

Henryk Sienkiewicz, W pustyni i w puszczy. Ten weekend mam wyjątkowo pracowity (kiedyś w końcu trzeba wziąć się do roboty;p), a po jedną z moich ulubionych lektur z dzieciństwa sięgnęłam w ramach zorganizowania sobie "chwili wytchnienia" :) (tak jest, jestem z fanklubu Sienkiewicza;))

Antoni Czechow, Święta Noc. Ten zbiór opowiadań jest cudowny, zabójczy! Od miesięcy moja mama tyrpała mnie, żebym to przeczytała, bo książka była pożyczona od znajomych, i jak się w końcu za to wzięłam, to nie mogłam się oderwać. Wszystko, wszyściusieńko mi się w tych opowiadaniach podoba, zaczynając od jego fenomenalnego warsztatu pisarskiego, na jego stosunku do ludzi kończąc. Szczerze mówiąc, to naprawdę brak mi słów, żeby opisać, jak dobre są te opowiadania!

Michael Cox, Fascynująca sztuka. Hłe, hłe:) to znaczy, to jest książka dla dzieci! Zauważyłam ją kiedyś, dzieckiem będąc, w księgarni, i od razu naciągnęłam mamę na zakup. Strasznie mi się to spodobało, i potem nazbierałam sobie całą bibliotekę książeczek z serii Monstrualna Erudycja/Straszna Historia:) w sumie już wtedy chyba orientowałam się, że informacje w tych książkach są niesamowicie okrojone, ale co mnie do nich ciągnęło - humor! Fascynująca Sztuka jest naprawdę cholernie śmieszna i śmieszy mnie do tej pory:) swój egzemplarz z dzieciństwa gdzieś zgubiłam (tzn. najprawdopodobniej komuś pożyczyłam ;]), ale gdy tylko zobaczyłam to wystawione na Podaj.net, od razu się na to rzuciłam i natychmiast po otrzymaniu przeczytałam od deski do deski (co nie było takie trudne, bo książka jest cienka i ma dużo obrazkow;p), wyobrażając sobie, że znowu mam osiem lat:D

Sylwia Chutnik, Kieszonkowy atlas kobiet. To jest taka, hm, mocna książka. Wydaje mi się, że powinno się ją koniecznie przeczytać. Momentami nie ogarniałam, co poeta właściwie ma na myśli, ale pomimo tego i tak książka bardzo mnie poruszyła. Najbardziej chyba drugi rozdział!

Marzec 2009

Andrzej Mleczko, Rysunki i aforyzmy. Czy to wymaga komentarza?:))) Mleczkę lubię z Polityki, a mój ulubiony jego rysunek wszechczasów to taki, gdzie na kozetce u psychologa leży taki duży orzeł i mówi: "Od czasu, kiedy zorientowałem się, że jestem symbolem Polski, wpadłem w depresję".

Janusz Leon Wiśniewski, Arytmie. Te 200 stron najczystszej grafomanii przeczytałam tylko dlatego, żeby móc z czystym sumieniem pozbyć się tego na podaj.net! Btw, nie dość, że grafo-, to jeszcze erotomania, jak słowo daję!;p i facet jeszcze ma czelność cytować Leśmiana!;p

Józef Ignacy Kraszewski, Stara Baśń. Właściwie to sięgnęłam po to tylko dlatego, że poleciłam to koleżance, której pomagałam trochę w pisaniu pracy maturalnej:) czytałam to już kiedyś, a zresztą moja znajomość z p. Kraszewskim zaczęła się od obejrzenia ekranizacji Hoffmana, która wydała mi się strasznie krwawa. Czytając teraz tę powieść po raz drugi, ledwo dałam radę przez nią przebrnąć, zupełnie nie pamiętałam, że oryginał też jest niesamowicie brutalny! Czytałam głównie nocami i opisy mordów, wyłupiania oczu, trucia i tym podobnych praktyk sprawiały, że ledwo mogłam zasnąć!;p Oczywiście nie umniejsza to wartości literackiej książki, która jest naprawdę piękna...

Wisława Szymborska, Tutaj. Szymborska to było moje pierwsze świadome zetknięcie z poezją - jak dostała Nobla, moja świętej pamięci już babcia zaraz zakupiła jej tomik i wetknęła mi go do ręki. Przeczytałam wtedy cały (miałam chyba 7 lat) i bardzo, bardzo mi się te wiersze podobały! A sentyment do Szymborskiej został. Bardzo lubię jej wiersze (hehe, "Niektórzy lubią poezję" ;p).

Józef Ignacy Kraszewski, Brűhl. Hehe... no jak widać, przepadam za powieściami historycznymi. Brűhl (to jest powieść o jednym cudownie wrednym człowieku za króla Sasa) mi się podobał bardzo, ale to bardzo! Straszny typ, taki, co to od razu przywodzi na myśl molierowskiego Świętoszka, i wspaniale nakreślony!

Eduardo Mendoza, Mauricio, czyli wybory. Ten fenomenalny hiszpański pisarz jest znany całej Polsce chyba ze swojej trylogii o przygodach fryzjera damskiego, okropnie zabawnych książek (strasznie je lubię, na dodatek pierwszy raz słyszałam je w radiu, jak czytał je Wojciech Malajkat - mój Boże, cóż to było:D). Natomiast ta powieść jest określona jako poważniejsza, ale i tak jest zabawna. Eduardo Mendoza jest obłędny, nie tylko dlatego, że jest taki śmieszny! Jest świetnym psychologiem, pisze świetne dialogi; czasem zwraca uwagę na dość oczywiste rzeczy, ale robi to w taki sposób, że to i tak jest ciekawe.

Luty 2009

Pierre Corneille, Cyd. Czy tą sztuką nie był zachwycony młody Kornel Makuszyński? Na pewno Cyranem tak, więc może sobie coś pomyliłam? anyway... lektura bardzo ciekawa, ale ta sztuka chyba w jednym aspekcie straciła na aktualności - dzisiaj już nikt się tak nie obraża, żeby aż się pojedynkować na śmierć i życie...

John Galsworthy, Ostatni stoik i za jednym zamachem Jabłoń (w tym tomiku dwa opowiadania, tytułowa Jabłoń i Zbawienie Forsyte'a). Te opowiadania są chyba dość specyficzne, bardzo wzruszające i treść mają prawie że romantyczną, ale opisane bardzo lekko i zgrabnie, jakoś tak bardzo po angielsku. Świetne!

Emily Bronte, Wuthering Heights. Rzeczywiście jest to uderzające, jaką ta kobieta miała wyobraźnię! Nie robiła w życiu chyba nic innego, jak tylko siedzenie w domu na jakimś odludziu w Yorkshire, przerywane krótkimi okresami pobytu na pensji, prowadziła bardzo spokojne życie na łonie kochającej rodziny; a potrafiła wymyślić takie straszne rzeczy! Ludzie w tej powieści nienawidzą się tak, że o mało co by się nie pozabijali. Nie wiem, czy można powiedzieć, że czytałam to z przyjemnością, bo strasznie mnie to przygnębiło, cała ta mroczna atmosfera, ale oczywiście polecam. Chociaż w konflikcie: siostry Bronte kontra Jane Austen zawsze stanę po stronie tej ostatniej:)

Lynne Truss, Eats, Shoots and Leaves. W celach terapeutycznych po żywotach świętych z poprzedniej książki:) ta maleńka książeczka to jest strasznie zabawna rzecz o gramatyce angielskiej. Autorka jest Angielką i strasznie irytuje ją to, że Anglicy tak kiepsko znają swój własny język:D nie ma tu żadnej akcji ani nic z tych rzeczy, po prostu (STRASZNIE ZABAWNIE) opisane najczęstsze błędy w zastosowaniu interpunkcji. Bardzo przyjemnie się czyta, i jakie dowartościowujące!:D

Ciaran Carson, Irlandzka herbatka. Po książkę "sięgłam" z powodu jej malarskich konotacji, wewnątrz okładki jest reprodukcja portretu Arnolfinich pędzla van Eycka. Przeczytałam może z kilkanaście stron - i wiecie co? nie skończę tego, nie ma szans! Pomimo tego, że zawsze, ZAWSZE, doczytuję książkę do końca, choćby była najkiepściejsza na świecie. Nie wiem, co jest dokładnie w tej powieści, że jej nie zdzierżyłam, irytowało mnie chyba (między innymi) strasznie szybkie przeskakiwanie z tematu na temat. Przykładowy rozdział zajmuje tu góra dwie strony, i jak - na zmianę: jeden poświęcony jest wspomnieniom z dzieciństwa, a drugi to "notka biograficzna" jakiegoś świętego, za każdym razem innego, to można dostać oczopląsu. Poza tym to, co najbardziej rzuca się w oczy przy czytaniu tych żywotów świętych, to liczne, pomysłowe sposoby ich zabijania. Może i tak to rzeczywiście było i nie powinno mnie od tego odrzucać? Ale z drugiej strony np. w Imieniu Róży dzieją się równie okropne rzeczy, ale jednak Umberto Eco opisuje je w taki sposób, że mam ochotę to czytać. Chyba wszystko to kwestia warsztatu pisarskiego! Nie wiem, nie doczytam tej książki do końca, więc nie mogę tak naprawdę powiedzieć, czy mi się podoba, ale po tych parunastu stronach wrażenie mam nie za dobre. Ciekawa jestem, czy właśnie skrytykowałam jakieś nowo wydane arcydzieło?:) (w każdym razie, serdecznie dziękuję p. Asi za pożyczenie, jeśli Pani to czyta!;)

Joseph Conrad, Lord Jim. Chociaż naturę mam dosyć wzruszliwą, rzadko kiedy płaczę przy czytaniu książki. Natomiast przy tym, czytając zakończenie tej powieści, spłakałam się jak bóbr! Modląc się przy tym, żeby nikt nie wszedł do sali, w której akurat siedziałam... ;p Piękna i w sumie dość okrutna książka, okrutna nie w sensie morderstw i innych takich okropności, ale w obnażaniu prawdy o ludzkim charakterze. Conrad grzebie ludziom w bebechach!

Styczeń 2009

William Somerset Maugham, The Painted Veil. Cudowne, cudowne, cudowne! Jeśli ktoś chce sobie przeczytać o tzw. "duchowym przebudzeniu", to proponuję (;) zabrać się za to, zamiast sięgać po Coelho. Maugham dalej pozostaje w Top Ten moich ulubionych pisarzy. (tytuł polski: "Malowany welon")

Agatha Christie, Morderstwo w Boże Narodzenie. Zarekwirowane w charakterze książki do pociągu. Co tu dużo mówić, klasyka!;) Christie nie nudzi się chyba nigdy:)

Elias Canetti, Gra oczu. Zaczęłam to czytać, niewielkie mając pojęcie o tym, że to właściwie trzecia część jego autobiografii! Oświeciło mnie dopiero w momencie, gdy natknęłam się na nazwisko Almy Mahler (żony megaznanego kompozytora Gustawa Mahlera). Cudowna proza, w pewnym sensie bardzo poważna. Ten człowiek miał niesamowity dar dobierania słów - chociaż nie czytałam książki w oryginale, i tak bardzo mocno to odczułam, jego słowa rzeczywiście mają swoją wagę i są pełne znaczenia. Jego proza jest niesamowicie precyzyjnie skonstruowana, a przy tym niesamowicie ciekawa!

Walter Scott, Rob Roy. Klasyka powieści historycznej! Czyta się świetnie, co tu dużo gadać:) dla niezaznajomionych z Walterem Scottem: akcja powieści związana jest z okresem powstań wymierzonych przeciwko dynastii hanowerskiej w osiemnastowiecznej Anglii i Szkocji - w to wszystko elegancko wpleceni są górale (hehe... szkoccy ;p), szlachcice, piękne kobiety, mordercy, krętacze, kretyni i różni tacy. Naprawdę bardzo wciągające! Natomiast moją uwagę zwróciła jedna zabawna rzecz: SPOILER (jeśli chcecie przeczytać, podświetlcie tekst): jak Scott szybko i efektywnie na jednej zaledwie stronie tekstu pozbył się, tzn. na różne sposoby pouśmiercał pięciu braci - kuzynów głównego bohatera, aby ten mógł odziedziczyć rodową posiadłość *lol*. No w każdym razie gorąco polecam, szczególnie tym uprzedzonym do historii;)

Karen Joy Fowler, The Jane Austen Book Club. Pierwsza książka w nowym roku! Być może czytałoby mi się ją całkiem przyjemnie, gdyby nie nawiązanie do Jane Austen, której duch zresztą wisi i powiewa nad tym tekstem nieustannie - to naturalnie prowokuje porównania do prozy Austen, których ta książka niestety nie wytrzymuje.

Spis prowadzony od października 2008.

2008

Styczeń 2009
Luty 2009
Marzec 2009
Kwiecień 2009
Maj 2009
Czerwiec 2009
Lipiec 2009
Sierpień 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009

2010