o mnie ♥ blog ♥ linki ♥ biblioteczka ♥ garderoba pamiętniki mojej babci ♥ fotografie (--> flickr.com) śmiesznostki ♥ śmiesznostki in english ♥ dobra muza historia "designu" strony ♥ moje życie na wykresie o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela) ⌂ home ✉ mail
Grudzień 2011 Daniel Defoe, Moll FlandersNo to to dopiero super... Lektura naprawdę świetna! Właśnie za to sobie bardzo cenię angielską literaturę, za tę trafność obserwacji przy szalonej zwięzłości wypowiedzi - w tej powieści nie ma chyba ani jednego zbędnego słowa. A przy tym osoby opisane w niej są tak żywe, sytuacje tak świetnie pomyślane, no rewelka:) Jules Verne, Piętnastoletni kapitanNo super! Śliczne są jego książki. Sentyment z dzieciństwa mi ciągle pozostaje, a przy okazji dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że nie dość, że te powieści takie ciekawe i ładne, to przy okazji uświadamiające społecznie - (tu będzie spoiler) w powieści opisane są naprawdę okropne sceny łapania i traktowania Murzynów przeznaczonych przez białych na niewolników. Teraz to dla nas jest już historia, ale w momencie pisania tej książki to wszystko się jeszcze, ciągle działo! Konstanty Ildefons Gałczyński, MydłoPodtytuł: czyli Radzimy się powiesić :p. Zbiór zabawnych, krótkich felietoników, których obiektem był zazwyczaj pojazd po czyimś głupim tekście, publikowanych w Cyruliku Warszawskim w międzywojniu. Niektóre teksty są zabójcze! Dla mnie jako dla Gałczyńskofila była to lektura obowiązkowa, z tym że te felietoniki nie są do czytania na raz - mnie na przykład po jakimś czasie zaczęły troszkę nużyć, one wszystkie są w sumie dość podobne w tonie:) Kurt Vonnegut, Look at the birdieTo jest zbiór jego wczesnych opowiadań. Jedyną jego książką, jaką poza tym czytałam, było Cat's Cradle, którym byłam zachwycona, więc wobec tych opowiadań miałam też wysokie oczekiwania:). Obiektywnie rzecz biorąc, one są super! Tylko każde jedno opowiadanie to taka literacka hiperbola - opisywane tam sytuacje posunięte są do granic prawdopodobieństwa. W Cat's Cradle w ogóle mi to nie przeszkadzało, tutaj jakoś trochę tak. Ja to jednak lubię tak jak Jane Austen pisała - bo ona tak naprawdę nie opisywała niczego niezwykłego, jej bohaterowie prowadzą zazwyczaj bardzo nudne - według naszych standardów - życie. Ale z tej nudnawej egzystencji ona potrafiła takie smaczki wyciągnąć i tyle o ludziach prawdy napisać! Nie bardzo lubię, kiedy autor, żeby coś oddać, musi uciekać się do manipulowania rzeczywistością (?). No ale jak właśnie napisałam, fabuła Cat's Cradle też jest posunięta do granic prawdopodobieństwa, a ja tę książkę totalnie kupiłam; więc właściwie nie wiem, czemu te opowiadania mnie tak nie do końca wzięły. Ale trzeba im przyznać, że są naprawdę fajne (trącą mi trochę Sakim, to też taka schiza, tylko troszkę w innym stylu), a puenta ostatniego z nich jest naprawdę niesamowita i mocna! Październik - listopad 2011 Richard Dawkins, The Ancestor's TaleKsiążka nosi podtytuł A Pilgrimage to the Dawn of Life. Facet zrobił taką ładną analogię do Canterbury Tales Chaucera i książka jest taką "pielgrzymką", w której każdy pielgrzym - np. człowiek z Cro-Magnon, hipopotam, albo jakiś, wicie, wiciowiec kołnierzykowy, ma poświęcony sobie rozdział, swoją "tale", tylko zamiast dreptać sobie do Canterbury, z każdym rozdziałem przemieszczamy się coraz głębiej w przeszłość. Jest to strasznie naturalnie fascynujące, ale tak mądre, że mi mózg paruje! Mam w sumie większe problemy z ogarnianiem tych teorii biologicznych, niż z rozumieniem, o co chodzi w fizyce cząstek... niektóre rzeczy są naprawdę strasznie skomplikowane, ale mimo wszystko przedzieram się z przyjemnością - naprawdę bardzo to ciekawe. Mariusz Szczygieł, Zrób sobie rajWszyscy się tak zachwycają tym Szczygłem i zachwycają... no, to teraz już wiem, dlaczego:). Superfajna książka, strasznie śmieszna i strasznie ciekawa. Na początku lektury złapałam jakąś strasznie czechofilską fazę, miałam ochotę rzucić wszystko i z miejsca jechać na studia do Pragi, albo chocia na wakacje. Potem w miarę czytania mój entuzjazm odrobinę się ostudził, bo ta książka w sumie wcale nie przedstawia Czechów wyłącznie w różowych kolorach - z jednej strony strasznie podoba mi się ten "brak napinania się", jak to Szczygieł pisze, ale z drugiej strony nawet mnie, przekonaną o tym, że państwo powinno być świeckie, że zbyt duży jest w Polsce udział Kościoła w życiu publicznym, że cały nasz Patriotyzm i Katolicyzm zbyt często sprowadza się do frazesów, dziwi aż tak kompletne odcięcie się od religii, że na wierzącego patrzy się jak na idiotę trochę. Ale koniecznie czytać takie rzeczy trzeba, żebyśmy my, Polacy, zaczaili wreszcie, że ilu ludzi, tyle sposobów myślenia, i wcale nie ma powszechnego obowiązku sądzenia tak samo na wszystkie tematy! A poza tym ten reportaż prowokuje do myślenia do życiu w ogóle, nie tylko o czeskiej kulturze. No... i tym samym klub czechofilów zyskał chyba nowego członka:) Colette, CheriNo, taka... ładna historia, wzruszająca, ale - takie to raczej przyjemne niż wielkie, co? Wydawało mi się to miejscami robieniem igły z wideł. Tak się teraz zastanawiam, przecież tak naprawdę cała literatura jest o tym samym - ludzie się kochają, żyją, umierają, lubią się albo nie cierpią, pomagają sobie albo podkładają sobie nogi, nic nowego nie wymyślisz. Ale jak człowiek widzi, co taki Gombrowicz potrafi wyciągnąć z takiej banalnej sytuacji, jak podobanie się sobie jakiejś młodej parki, to to jest jednak bardziej interesujące. Margit Sandemo, Zamek duchówKsiążka jest z cyklu Saga o Ludziach Lodu i, właściwie nie przepadając za fantastyką, sięgnęłam po to tylko dlatego, że byłam sama na obiedzie w pewnej sympatycznej naleśnikarni, w której leżą sobie stare książki do wzięcia, i nudziło mi się, kiedy czekałam na swoje naleśniki. To jest generalnie taka raczej szmira (która, z tego co się zorientowałam, ma mnóstwo fanów?), ale mimo wszystko taka, jak to kiedyś Rossini powiedział o Wagnerze, co ma "dobre momenty, chociaż słabe kwadranse". Dla tych dobrych momentów, a poza tym bo trudno jest odciągnąć mnie od czegoś, co zaczęłam czytać, jakiejkolwiek jakości by to nie było, przeczytałam od początku do końca. Przyciągnęło mnie szczególnie jedno spostrzeżenie, coś o tym, że niezdolność do ranienia ludzi, sprawiania im przykrości, to właściwie nie "cnota", pozwolicie, że użyję tego słowa, ale pewna słabość charakteru; to w odniesieniu do mnie samej nawet. Witold Gombrowicz, PornografiaPrzeczytałam dopiero co, przed kilkoma godzinami skończyłam, więc to strasznie świeże. Gombrowicz genialnie jakoś opisuje relacje między ludźmi, on w jednej sytuacji jest w stanie doszukać się tylu niuansów, fantastycznie analizuje wszystko to, z czego sobie chyba zupełnie nie zdajemy uwagi. No i oczywiście fantastycznie pisze. A tak w ogóle, to spodziewałam się trudniejszej lektury, jakoś strasznie łatwo mi się tę Pornografię czytało! Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, ListySzał!! Strasznie, strasznie ciekawa lektura. Na dodatek taka, że co pół strony człowiek ryczy ze śmiechu. Dowcipnych cytacików, takich bon motów, można tam sobie znaleźć na pęczki, mnie wkurzyło ciągłe ich przepisywanie do notesika, i teraz zapisuję ołówkiem numer strony na ścianie w rogu przy łóżku, zrobił mi się ładny szlaczek. Nota bene, zawsze bardziej jakoś lubiłam Mrożka, ale jak tak czytam te listy, to coraz bardziej moja sympatia wędruje w stronę Lema;) Ryszard Kapuściński, Wojna futbolowaByłam pod strasznym wrażeniem tej książki, ale pod jeszcze większym wrażeniem charakteru i spostrzegawczości Kapuścińskiego. Co to za facet, który pcha się w największe bagno, w sam środek wojny, mógł zginąć już dobrych kilka razy, ale znowu jedzie do tej Afryki albo gdzieś, gdzie mu przystawiają lufę do czaszki, nóż do brzucha, chcą go oblać napalmem i spalić żywcem - taka odwaga przechodzi moje pojęcie! Bo przecież on tam jedzie tylko po to, żeby zobaczyć i opisać - nie jest tubylcem i nie powodują nim żadne uczucia patriotyczne, które kazałyby mu poświęcać życie dla ojczyzny, to nie w jego kraju jest straszliwa wojna, on spokojnie mógłby siedzieć za tym znienawidzonym biurkiem... No i jego niesamowita spostrzegawczość i inteligencja, tę książkę czyta się naprawdę tak, jakby się tam było. Wrzesień 2011 Vasili Grossman, Life and fateZaczęłam czytać i chyba trochę mi to zejdzie, bo książka jest ogromnie wielka i o trudnych rzeczach, więc niełatwo się czyta. Generalnie jest to o drugiej wojnie światowej z perspektywy Rosjan i rosyjskich Żydów. Książka jest niesamowicie napisana, wydaje mi się, że koniecznie trzeba takie rzeczy czytać, bo my ciągle z tą polską martyrologią, a tu - bez podważania jej, prawda! ale - to, co on opisuje, jest naprawdę straszne, a nam może czasem wydaje się, że to tylko Polacy cierpieli... co? Bardzo piękna, smutna, niesamowita książka i gość niesamowite historie tam zawarł. Jest polskie tłumaczenie. Kwiecień - sierpień 2011 Dorota Terakowska, Córka czarownicKolejna porcja fantastyki z dzieciństwa. Ale jak pięknie napisanej! A na dodatek takiej w bardzo ładny sposób wychowawczej. Jaka szkoda, że autorka umarła tak (względnie) młodo! Mieszanka Firmowa Nie miałam przez ostatnich parę miesięcy głowy ani do czytania, ani do spisywania, co czytam, więc teraz wrzucę to do jednego worka. Kwiecień: Leopold Tyrmand, Zły - super; Elizabeth Gilbert, Eat, pray, love - dużo lepsze, niż się spodziewałam (po tym, jak przeczytałam rekomendację autorstwa Janusza L. Wiśniewskiego :]); Agatha Christie, Mrs Mc Ginty's dead - Christie, wiadomo, evergreen. Maj: Alexandre Dumas, Trzej Muszkieterowie - znalazłam w antykwariacie stare, śliczne wydanie z Iskier i nie mogłam się powstrzymać, czytanie sprawiło mi straszną radochę; Sandra Cisneros, Caramelo - jedna z tych angielskich książek z Empiku z ładną okładką, okazała się być świetną powieścią (z meksykańskim backgroundem - strasznie ciekawe i ładnie napisane!); Thomas Hardy, Jude the Obscure - niesamowita książka; Jane Austen, Emma - raz na jakiś czas muszę przeczytać coś Austen; Thomas Mann, Czarodziejska Góra - z tą mądrą książką walczę już od pół roku, przeczytałam półtora tomu i nie mogę się zebrać, żeby ją skończyć, ona zasługuje chyba na osobną notkę na blogu - czytam raz z szalonym zainteresowaniem, a raz z ledwo utrzymującą się uwagą. Czerwiec: Wzięło mnie na popularno-naukowe, najpierw Stephena Hawkinga Krótka historia czasu, która stała i stała na półce, czekając aż ją w końcu przeczytam, potem The Universe: A Biography Johna Gribbina, świetna, zabawna książka, opisująca dzieje Wszechświata od samego początku po sam koniec, którego prognozy są naprawdę PRZERAŻAJĄCE; potem Juliusz Verne, Tajemnicza wyspa i za jednym zamachem 20 000 mil podmorskiej żeglugi - książki mojego dzieciństwa, świetne i okropnie ciekawe. Ten Verne to był jakiś fenomen, żeby pisać książki z taką ilością encyklopedycznych wiadomości, które się czyta jednym tchem? Lipiec: cały cykl Opowieści z Narnii C.S. Lewisa (hehe)... Sierpień: siedem Harrych Potterów (hehehe), Oscar Wilde, The Importance of being earnest - strasznie dowcipne, rewelacyjne; Denis Diderot, Rameau's Nephew - baardzo mi się podobało!, w tym samym tomie jeszcze kilka tekstów Diderota, które ciekawie się czyta z punktu widzenia człowieka XXI wieku (np. o medycynie); Isaak Bashevis Singer, Sztukmistrz z Lublina - to świeżutkie i jeszcze to "trawię", pierwszy raz czytałam coś Singera i to nie jest do końca "moja" literatura. Marzec 2011 Henry David Thoreau, Walden Joseph Conrad, Tajfun Conrada uwielbiam strasznie (to w ogóle głupio brzmi, pisać, że się "uwielbia" Conrada, bo to się od razu kojarzy z jakąś szczylowatą fanką, a Conrad jest taki poważny). No niesamowicie pisał facet, ale od tej pory mam nauczkę i będę go czytać (zresztą gościa uznanego przez Anglików za najlepszego stylistę) już tylko po angielsku, bo tłumaczenie, które miałam w ręce, momentami sprawiało wrażenie, jakby tłumacz nie do końca rozumiał kontekst. Truman Capote, Breakfast at Tiffany's Najpierw niestety obejrzałam film. Film jest, jak wszyscy wiedzą, bezbłędny, ale dopiero po przeczytaniu opowiadania widzę, jak wysłodzony w porównaniu do oryginału! Czytało się super i przeżyłam nawet taką małą literacko-muzyczną epifanię - akurat poprzedniego dnia słuchałam w kółko tej ślicznej piosenki Osieckiej, Ja nie chcę spać... którą śpiewa Kalina Jędrusik. Strasznie mi ta piosenka łaziła po głowie, no i siedzę w tym samolocie, naokoło w ogóle same chmurki i "pastwiska nieba", i czytam o tym, jak to Holly Golightly uwielbiała śpiewać "don't wanna sleep, don't wanna die, just wanna go a-travelin' through the pastures of the sky" - jak trafiłam na ten fragment, dosłownie dostałam dreszczy:) (myślałam, że ten Capote to była tylko taka inspiracja dla Osieckiej, z której swoją drogą była chyba trochę taka druga Holly Golightly, ale potem wygooglałam to i okazało się, że ona po prostu napisała tę piosenkę do spektaklu "Śniadanie u Tiffany'ego" z Kaliną właśnie! Luty 2011 Lauren Weisberger, The devil wears Prada No, tak... ze wstydem przyznaję! Taki tam odmóżdżacz po kolejnym ciężkim dniu. Swoją drogą, niezmiernie zdziwiła mnie jedna rzecz - czy w takiej książce - książce o fashionistkach, sukienkach, butach i magazynach modowych - autorka może pozwalać sobie na błędy w pisowni nazwisk projektantów, i to takie, żeby nawet taka dyletantka jak ja je znalazła?:D (NARCISCO Rodriguez?) James Fenimore Cooper, Ostatni MohikaninCudowne! Jak byłam mała, zaczytywałam się w Karolu Mayu i ryczałam szczerze, kiedy Winnetou umierał. Sentyment do Indian został, i kiedy ostatnio trafiłam na jakiś taki zabawny artykuł w Polityce o tym, że kiedyś ten trend "indiański" był strasznie modny, a teraz to dzieci bawią się tylko w Gwiezdne Wojny, jakoś tak odruchowo sięgnęłam na półkę po tego Mohikanina, który stał tam sobie, odkąd pamiętam. Zresztą to nie było moje pierwsze podejście do tej książki, jak byłam mała, próbowałam ją czytać, ale nie podobała mi się wtedy - nie wiem w sumie, czemu. Bo książka jest piękna! Nota bene, podobno jedna z ulubionych powieści Franciszka Schuberta :) Sándor Márai, ZazdrośniKiedyś zupełnie przypadkiem chwyciłam za tę książkę w księgarni, nie wiedziałam właściwie nic o jej autorze, tylko tyle, że jego nazwisko wyglądało znajomo - później skojarzyłam, że moja mama kiedyś słuchała w radiu audycji o nim. Zaczęłam to czytać, zupełnie nie wiedząc, czego mam się spodziewać. I dostałam nową porcję cudownej "schiz-literatury" :). Ta książka ma strasznie fajny klimat, taki trochę zbzikowany, trochę nostalgiczny, trochę tak do końca nie wiadomo, o co chodzi, i jest takie bardzo specyficzne poczucie humoru - poczucie humoru autora, który ma olbrzymi dystans do swojego pisania. To jest chyba właśnie to, co strasznie mi się podoba w niektórych książkach, właśnie to odczucie, że autor czytanej przeze mnie powieści ma dystans do tego, co ostatecznie sam tworzy. Swoją drogą, pięknie ten Márai pisał, pięknym językiem! O ile to da się ocenić, czytając go po polsku... Sempé-Goscinny, Le petit NicolasPrzez Mikołajka w oryginale przedzieram się w ramach nauki francuskiego. Tej książeczki chyba nikomu specjalnie polecać nie trzeba, jest - wiadomo - super, ale chciałabym tu zaznaczyć jej walor edukacyjny - tam jest taka masa fantastycznych francuskich wyrażonek :D Styczeń 2011 Kurt Vonnegut, Cat's CradleOstatnio usłyszałam na swojej uczelni zabawne określenie na jakiś utwór: "schiz-muza". No, to to jest taka "schiz-literatura". Fenomenalna oczywiście! Po lekturze Pożegnań zastanawiałam się, jak to jest właściwie z powieścią - jak człowiek zabiera się za pisanie czegoś takiego, to chyba strasznie trudno jest stworzyć dzieło sztuki, a nie publicystykę. Miałam właśnie wrażenie, że pomimo tego, że w Pożegnaniach jest bardzo dużo życia, zastanawiających bohaterów, bardzo trafnych spostrzeżeń - to to nie jest do końca to, co byśmy nazwali dziełem sztuki właśnie - brakowało mi czegoś, nie jestem sama w stanie określić w sumie, czego. Ale to coś dostałam właśnie u Vonneguta. Ta książka nie dość, że zawiera sporo fantastycznie ujętej prawdy o życiu (chociaż po jej przeczytaniu nie powinnam chyba szafować słowem "prawda" ;))), to jeszcze ma to nieuchwytne coś, tę Witkacowską Czystą Formę, i to wszystko pozostawia człowieka potem w stanie takiego zawieszenia, zamyślenia, oszołomienia trochę - i trzeba sobie przetrawić to, co się przeczytało, zanalizować sobie i scalić, tak jak to opisywał Witkacy, i siła tej książki nie polega chyba nawet właściwie na treści, chociaż treść jest niesamowita, ale właśnie na formie, w jaką ta treść została ujęta! I chyba dlatego właśnie strasznie trudno pisać genialne książki, bo o ile w wierszu, obrazie, czy utworze muzycznym można się faktycznie całkowicie (czy prawie całkowicie) od treści oderwać, o tyle w powieści z najoczywistszego powodu to jest cholernie trudne. To były takie pseudointelektualne rozważania, w każdym razie Cat's Cradle pierwszorzędne! Stanisław Dygat, PożegnaniaCzytając to, trudno mi było ocenić, do jakiego stopnia jest to kpiarskie, a do jakiego poważne - jak dla mnie nastroje wahają się czasem w obrębie jednego zdania! Z jednej strony zabawne komentarze na temat sytuacji damsko-męskich, z drugiej wyciskające łzy z oczu (dosłownie - czytałam to w kawiarni i aż mi się głupio zrobiło) wojenne historie o tym, jak to z konia, który padł na Krakowskim Przedmieściu, jeszcze żywego, głodni ludzie wydzierali płaty mięsa, albo o odrąbywaniu chorych nóg siekierą na stosie gnijących kartofli. Btw w momencie pisania tych słów nastrój tej książki skojarzył mi się z maksymami La Rochefoucaulda - jakiś taki brak wiary w ludzi chyba łączy tych dwóch autorów... Hilary Mantel, Wolf HallKierowanie się wyglądem etykietki przy wyborze wina i wyglądem okładki przy wyborze książki czasem bywa zgubne, ale nie w tym przypadku. Ta angielska powieść historyczna, której głównym bohaterem jest Thomas Cromwell, człowiek, który zrobił niesamowitą karierę na dworze Henryka VIII (a na koniec został ścięty), bardzo mi się podoba! Zostało mi właściwie jeszcze kilkadziesiąt stron (ta książka to niezła cegła), ale czyta mi się to bardzo przyjemnie (tzn. o ile przyjemność można mieć między innymi z czytania np. o publicznych egzekucjach, bo naturalnie i takie rzeczy są tam opisane). W każdym razie jako miłośniczka powieści historycznych znalazłam tam masę interesujących rzeczy, ale myślę, że Wolf Hall spodobałoby się nie tylko tym, którzy lubią historię - napisane jest dość wciągająco. Jest i polskie tłumaczenie!
Spis prowadzony od października 2008. 2008 2009 2010 Styczeń 2011 Luty 2011 Marzec 2011 Kwiecień 2011 Maj 2011 Czerwiec 2011 Lipiec 2011 Sierpień 2011 Wrzesień 2011 Październik 2011 Listopad 2011 Grudzień 2011 2012